Podłoga

Kilka lat temu, doświadczywszy na własnej skórze definicji słowa „chaos” oraz dziwnej zbieżności, a raczej nietolerancji owego zjawiska poprzez mój umysł, postanowiłem ograniczyć do minimum wszelkie wyjazdy z rodziną. W tenże jednak wolny czas, zmęczony całym rokiem funkcjonowania w ciężkim psychicznie oraz szarym środowisku, potrzebowałem powrócić do czegoś, co wszak niegdyś zwykło mnie napędzać – podróży.
Okazja była całkiem dogodna, bo jakby darmowa – takie zawsze trzeba dawać, gdy biorą.
Padło na miasto, o którym w sumie nigdy wcześniej nie myślałem, zatem w nim nie byłem.
Miasto umiejscowione dziwnie blisko kraju, o którym zbyt dobrze nie mówią, a którego kulturę i język przyszło mi poznawać w ramach programu studiów.

Padło na Przemyśl.

Czytaj dalej Podłoga

Limit

Limit

słów,

zdjęć,

spotkań.


Rok dwa tysiące siedemnasty w obrazach wykonanych podczas eksploracyjno-terapeutycznych spotkań z vay kmą.


I. Odbicia

Styczeń.

Środek zarówno miesiąca, jak i emocjonalny. Warunki pogodowe kiepskie, ale to raczej ze względu na późną godzinę spotkania. Główne Oko Horysza nie zawsze chce współpracować, zima.

Assassin’s Creed – Praga Płn.

Czytaj dalej Limit

Kamil-

Kamil – ktoś, kogo się nie spodziewałem, a raczej nie chciałem się spodziewać. Przedstawiciel autochtonów o domyślnym nastawieniu oscylującym gdzieś między słowami złowrogi, niechętny oraz wypierdalać.
Kamil- – ktoś, kogo na pewno nie spodziewałem się spotkać w związku z powyżej przedstawioną definicją, cechujący się brodato-uśmiechniętym licem, lubiący innowacje w sprawach powiązanych z ochroną mieszkania oraz dzierżący przypinkę z pacyfą na okryciu okalającym jego głowę.

Czytaj dalej Kamil-

Turpysta

Bilety kupuję aż dwa miesiące wcześniej, tuż po ustaleniu (czy aby na pewno?) noclegu. Do miasta (mającego oczywiście swoją nazwę, lecz tutaj niechaj będzie zwykłym Miastem) jadę po raz pierwszy. Cel? Teoretycznie konsultacje, lecz w praktyce wyjść ma inaczej, gdyż w tamtym okresie nie znałem takiego słowa jak stagnacja.
Czasu do wyjazdu jest coraz mniej, miejsca na mej liście pojawiają się niczym kałuże po deszczu. Powoli rośnie ekscytacja spowodowana pojawieniem się czegoś nowego w mym życiu.
Dzień przed wyjazdem domykam wszelkie sprawy, upewniam się, że wszystko mam. Niby wszystko dopracowane, lecz gdy podnoszę plecak, zaczynam się zastanawiać czy faktycznie jadę tam na niespełna dwa dni, czy na miesiąc, bowiem waga mego bagażu przekracza 15 kilogramów. Tak już niestety mam, i całe szczęście, że mój szkielet wydaje się zaprzeczać hipotezom, jakoby ludzkie rusztowanie nie mogło być wykonane ze stali.
Kładę się nieco wcześniej, lecz przedwyjazdowa adrenalina sprawia, że nie zasypiam od razu. Czytaj dalej Turpysta