Pokojowa Trwoga

– Fontin – twierdza, zachód. Janimik – twierdza, wschód. Szalwin – północny obwód, kwadraty pierwszy do trzeciego, szczególny nacisk na trzeci. Grzybiarz – granica rejonu, strefy piąta do siódmej. Kurachow – cypel, spichlerz. Na zajęcie stanowisk macie czterdzieści osiem godzin, rozstawienie grupy według waszego… artyleryjskiego uznania.
Kurwa, i po cholerę mi ten spichlerz?
Nie wiem czemu, lecz na myśl o tym miejscu zaczynałem czuć tajemniczy niepokój. Nieszkodliwy, niewpływający na trzeźwość umysłu, a jedynie otwierający gdzieś w odmętach mej jednostki percepcyjnej pewne drzwi, za którymi jawiła się czerń.
No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zbyć owo podejrzane coś i zająć się teraźniejszymi sprawami, które, jak widać, uchodzą za niecierpiące zwłoki.
Na sam początek dobrze by było poinformować chłopaków o przydzielonym nam terenie, potem trzeba wyznaczyć pary i terminy, ech, mnogo raboty…

Czytaj dalej Pokojowa Trwoga

Kamil-

Kamil – ktoś, kogo się nie spodziewałem, a raczej nie chciałem się spodziewać. Przedstawiciel autochtonów o domyślnym nastawieniu oscylującym gdzieś między słowami złowrogi, niechętny oraz wypierdalać.
Kamil- – ktoś, kogo na pewno nie spodziewałem się spotkać w związku z powyżej przedstawioną definicją, cechujący się brodato-uśmiechniętym licem, lubiący innowacje w sprawach powiązanych z ochroną mieszkania oraz dzierżący przypinkę z pacyfą na okryciu okalającym jego głowę.

Czytaj dalej Kamil-

HALO

– Halo…?
Ha-looo.
– Jesteś?
Chciałbym, pomyślałem.
Być, a nie jedynie istnieć w formalnościach bezkresnej wegetacji.
Tymczasem pozostaje mi trwać przez kolejne tysiące godzin, setki dni, gdyby tylko czas miał znaczenie.
Baczenie na los nieszczęśnika zredukowanego wszak w antymateryjny niebyt.
Jedyne co słyszę, jawi się jako odległe echa: głosu i przeskakujących między układami scalonymi mikrowyładowań.
Chwila, lecz jak antymateria może doświadczyć takich zjawisk, zapytają sceptycy. Otóż, nie wiem, wszystkie zebrane tu słowa to jedynie dowolna interpretacja pewnego naukowca-fizyka chcącego pozbyć się miana dyletanta poprzez wykonanie niecodziennego eksperymentu.
Zatem, gdybym umiał jakkolwiek wyrazić swoje myśli, rzekłbym nieco o swej niedoli.
Dla dobra sprawy załóżmy więc, że potrafię się wysłowić.
Znany niegdyś byłem jako Wenrykh Makohonitz, choć po śmierci nadawano mi również dziesiątki nowych przydomków, łamiąc zasadę „(…)albo wcale”.
Aby choć częściowo wyjaśnić mój przypadek, należy sięgnąć do pewnego źródła i poznać nieco ostatnie wydarzenia.


Czytaj dalej HALO

Belfert

Imię me, Rupert. Cokolwiek stworzyło mój wątły organizm, nie było w swej szczodrości sprawiedliwe, gdyż brzemię, które przyszło mi dźwigać na swych barkach, sprawiło o wiele więcej żalu, niż twórca mógł podejrzewać. Obdarzony bowiem zostałem pewną niecodzienną umiejętnościo-przypadłością, której mocy do dziś nie zdołałem w pełni okiełznać.
A wszystko zaczęło się następująco…

Czytaj dalej Belfert

Turpysta

Bilety kupuję aż dwa miesiące wcześniej, tuż po ustaleniu (czy aby na pewno?) noclegu. Do miasta (mającego oczywiście swoją nazwę, lecz tutaj niechaj będzie zwykłym Miastem) jadę po raz pierwszy. Cel? Teoretycznie konsultacje, lecz w praktyce wyjść ma inaczej, gdyż w tamtym okresie nie znałem takiego słowa jak stagnacja.
Czasu do wyjazdu jest coraz mniej, miejsca na mej liście pojawiają się niczym kałuże po deszczu. Powoli rośnie ekscytacja spowodowana pojawieniem się czegoś nowego w mym życiu.
Dzień przed wyjazdem domykam wszelkie sprawy, upewniam się, że wszystko mam. Niby wszystko dopracowane, lecz gdy podnoszę plecak, zaczynam się zastanawiać czy faktycznie jadę tam na niespełna dwa dni, czy na miesiąc, bowiem waga mego bagażu przekracza 15 kilogramów. Tak już niestety mam, i całe szczęście, że mój szkielet wydaje się zaprzeczać hipotezom, jakoby ludzkie rusztowanie nie mogło być wykonane ze stali.
Kładę się nieco wcześniej, lecz przedwyjazdowa adrenalina sprawia, że nie zasypiam od razu. Czytaj dalej Turpysta

Wkraczając w mrok

1

A więc brnę.
W tych cholernie nieprzeniknionych ciemnościach.
Będąc poniekąd zagubionym, lecz stawiając pierwsze kroki nie mam o tym najmniejszego pojęcia.
Mój wyrok ma dopełnić się w ciągu kilkunastu dni chwil.
Jestem skończony.

Czytaj dalej Wkraczając w mrok

II. Momenty

…i dzień w noc przeszedł.
Upiornie chuda, starsza kobieta siedziała sama w komnacie. Na stole obok niej leżało ledwo już parujące jadło, a w piecu niecierpliwie trzaskało drewno.
Trzęsącą się z poddenerwowania ręką staruszka chwyciła w dłoń zasłużony kaszkiet.
Oby tym razem się udało. – pomyślała.

dsc03594 Czytaj dalej II. Momenty