Szklana Pułapka (Orient Express)

Na skróty przez post

Archiwalna relacja z Transsyberyjskiego Orient Expressu, który przez kilkanaście lat stał pod granicą polsko-białoruską, wyeksponowany na negatywne działania szabernicze oraz atmosferyczne.


Szklana Pułapka

Wolność. Swawola. Harce. Piruety. Wywijasy. Świergot. Manewr. Przeszkody. Drzewa. Slalomy. Grupa. Pierwszy. Wiatr. Nosi. Potęga. Siła. Ucieczka. Sam. Schronienie? Głusza.


Czułem pustkę, ziejącą smutkiem dziurę od środka, lecz jednocześnie satysfakcjonujące poczucie spełnienia. Po tylu latach wspólnej jazdy rozłąka nie może tylko boleć. Mimo wszystko trudno jest odejść bez rozrzewnienia, gdy znasz każdy dźwięk wydawany przez tłoki tej przecudownej żelaznej bestii. Raz ostatni spojrzałem na legendarny skład, z którym przejechałem tysiące tysięcy kilometrów i uśmiech sam nasunął mi się na usta.
Moskwa – Erenhot, w jedną stronę dwanaście dni, trasa jak Związek szeroki. Tych trzynaście wagonów woziłem tyle razy, że stały się mym domem. Nic zresztą dziwnego, gdyż w całość wchodziło dziewięć wagonów sypialnych oraz po jednym bagażowym, barowym, kąpielowym oraz restauracyjnym. Mobilny dom jak znalazł, niczego tu nie brakowało. No, może świeżych ryb, ale nie można mieć wszystkiego.


Głusza.
Ciepło. Chłód. Przepływ. Powietrze. Prąd? Lecę.
Ciemno. Jasno. Ciasno. Wąsko.
Zimno. Ciepło. Duszno.
Echo.
Dźwięk. Szept. Głos. Rodzina? Ja.


Dom. Leć. Beztrosko.
Ty. My. Wszyscy.


Niepokój. Spokój.

Wszyscy. Schronienie. Spokój.
Cierpienie. Koniec.


Duszno.
Niepokój.
Uciekać.
Światło.
Blokada. Niewidzialna.
Świat! Ból.
Ciasno.
Wąsko.
Zimno.
Pułapka.
Koniec.
Dom.


Gna po torach masa stali,
Całość rzęzi i terkocze,
Słychać stukot kół w oddali,
Raptem cały mir dygocze.

W ruchu mechaniczne mięśnie,
Tłoki czarną krew pompują,
Gęsty dym w powietrzu grzęźnie,
Szyny drżą, iskrami plują.

Wewnątrz splendor po sklepienie,
Zdobień szał zachwyca duszę,
Podróżnika cne westchnienie,
Przegna zachwyt każdą głuszę.

Gna po torach istna bestia,
Sieje dźwięczne spustoszenie,
Niewątpliwa jest to kwestia,
Orient Express będzie w cenie.


Pozostało mi jedno.
Wszedłem do wagonu, rozsiadłem się w jednym ze skórzanych foteli i zamknąłem oczy.
Wir wspomnień pogrążył mój umysł w letargu.
Żegnaj.


Choć był to główny cel wycieczki, to dojechaliśmy doń dość późno.
Na miejscu okazało się, że całość wygląda trudniej, niż zakładałem.
Pociąg stał na nasypie, na strzeżonym terenie, podchodząc trzeba było być szybkim i mieć szczęście.
Naradziliśmy się w piątkę, ustaliłem plan działania – tylko dwójka pójdzie zinfiltrować obiekt, znaleźć wejście, aby pozostali podeszli bezpośrednio do konkretnego punktu.
Zminimalizowana postawa, biegniemy od rowu do rowu, aż w końcu jesteśmy na docelowym nasypie. Stromy. Lewa strona pociągu była „najgorętsza” – znajdował się tam budynek PKP Cargo, pod którym widzieliśmy pracowników, a więc należało uważać na potencjalne wykrycie i przedwczesne zakończenie zwiedzania.
Szybko podzieliliśmy się na strony, przeskanowaliśmy wzrokiem najdalsze trzy wagony i okazało się, że wszystkie są szczelne, bez możliwości wejścia.
Słabo, jak zatem wchodzili poprzednicy?
W kilku miejscach drzwi nosiły ślady włamań, ale teraz wszystko było zatrzaśnięte, w niektórych usunięte zostały nawet klamki.
Nawet KLAMKI!
Energicznym ruchem zdjąłem torbę ze sprzętem z ramienia, otworzyłem przegrodę, w której trzymam najmniej przydatne rzeczy.
Należę do tych ludzi, które szanują opuszczone obiekty, ale zdarzało mi się zabierać z nich drobiazgi. Kilka lat wcześniej znalazłem w jednym z miejsc (nawet nie pomnę, w którym) klamkę okienną. Nosiłem ją od tego czasu w torbie, bo i tak zawsze była maksymalnie zapchana sprzętem fotograficznym i innymi rupieciami, więc dodatkowe gramy nie robiły już różnicy, a jednak niekiedy mogła się przydać.
Wyjąłem ów artefakt, włożyłem w drzwi pociągu… pasowało.
Nacisnąłem mocno i popchnąłem – jakże wielka była satysfakcja, gdy mechanizm ustąpił i zawiasy drzwi ruszyły. Szybko wgramoliliśmy się we dwójkę do wnętrza składu i daliśmy znać pozostałej trójce o naszym położeniu.
Chwilę później wszyscy byliśmy w środku, gotowi rozpocząć eksplorację legendarnego Orient Expressu.

Spora część pociągu była zdewastowana przez złomiarzy lub chuliganów, lecz nawet w takim stanie, w jakim zastaliśmy wnętrza, robiły niesamowite wrażenie.
Gdzieniegdzie z sufitu zwisały kable, często trzeba było stąpać ostrożnie wśród rozerwanych drewnianych elementów niegdyś będących zapewne ścianami, lecz jak się później okazało – najcenniejsze elementy pozostały na miejscu, zachowane w bardzo dobrym stanie.

Początkowo zwiedzaliśmy wagony sypialne, kuszetki zawalone były przeróżnym chłamem. Pomimo chaosu, często prześwitywały przeróżne detale świadczące o wysokiej jakości klasie.

W trakcie przechodzenia do jednego z kolejnych wagonów, nagle poczułem dziwne szumienie w skroniach. Trwało to dosłownie ćwierć sekundy, ale pozostawiło poczucie niepokoju. Dookoła mnie zaczęły pojawiać się wysokie fotele obite sztruksową tkaniną, a cała sceneria wyglądała niczym pobojowisko. Dopiero po chwili to, co początkowo zidentyfikowałem jako kurz, okazało się ptasim pierzem.

W szklanych wnękach okiennych znajdowały się dziesiątki martwych ptaków, głównie sikorek bogatek. Wyobraźnia zaczęła przedstawiać mi przed oczami obrazy dantejskich scen, w których uwięzione między szybami ptaki godzinami walczą o ucieczkę, opadając z sił, by bezwładnie skończyć uwięzionymi na wieki. Kilka wnęk pozostawało rozbitych, pozostałe skrywały ślady walki oraz truchła ptaków.


(Uwaga, drastyczne zdjęcie poniżej)


Nie znam sposobu działania percepcji zwierząt, lecz osobiście postrzegam klaustrofobię jako jeden z najgorszych lęków, zatem przyjęcie do świadomości przyczyny i sposobu śmierci tych stworzeń wstrząsnęło mną ogromnie. Ptaki to nie ludzie i zapewne o wiele łatwiej było im znaleźć wejście do pociągu. Czego jednak mogły tu szukać? Ciepła, schronienia?
Poczucie niepokoju wzrastało we mnie miarowo, im dłużej myślałem o przypadku uwięzionych w Orient Expressie istot.

Jedno z okien, w którym zgromadziło się wystarczająco dużo wody do wytworzenia niezidentyfikowanego „glonu”.

Starając się zachować trzeźwość umysłu, w pośpiechu dokumentowałem otoczenie, myśląc jedynie o opuszczeniu tego wagonu. W pewnym momencie kolega zwrócił mi uwagę:
– Z kim rozmawiasz?
…przez cały czas myślałem, że prowadzę dialog ze znajomymi. Głos w głowie zawiesił się na słowach „Koniec. Dom.”, a ja desperacko zapragnąłem wyjść z pociągu i zaczerpnąć świeżego powietrza, poczuć wiatr na policzku i wznieść się wraz z prądem powietrza w przestworza.
Rozbić szybę.
Co?
Oddaliłem się od okna i zauważyłem, że ściana w pobliżu szklanej mozaiki wibruje, a same wizerunki ptaków nieznacznie się poruszają, jakby chciały się z owej mozaiki wyrwać.

Dość.
Należało jak najszybciej uwolnić się od tych myśli, więc bez słowa przeszedłem do następnego wagonu, który okazał się najbardziej ekstrawagancką i luksusową sekcją składu.
Wagony barowy oraz restauracyjny świadczyły o kunszcie oraz luksusie przypominającymi o latach świetności Transsyberyjskiego Orient Expressu.
Skórzane fotele, pianino oraz szklane mozaiki przedstawiające sylwetki ptaków wśród owoców wywarły na mnie największe wrażenie. Ponadto, bardzo spodobały mi się również występujące w kilku miejscach szczegółowe grawerunki w drewnie. W tym miejscu panował odmienny nastrój, większość okien była odsłonięta, a więc i światła wpadało więcej.

Aby uwolnić się od złej aury z poprzedniego wagonu, usiadłem w jednym z foteli i wyobraziłem sobie, że podróżuję przez Rosję w kierunku Chin.
Ze wszystkich środków transportu największą sympatią darzę właśnie pociągi, zatem ten moment i całokształt eksploracji stanowiły dla mnie ważne, pozytywne przeżycie.
Siedząc tak w zadumie, w myślach mych pojawiła się wizja maszynisty, który bije się ze świadomością końca służby w emerytowanym składzie. Dotarła do mnie dziwna analogia sugerująca, że poniekąd znam jego uczucia, ale nie do końca potrafiłem powiązać ich z jakimkolwiek etapem mojego życia.
Dość szybko wizje uleciały, a do środka wpadało coraz mniej światła – krótkie dni w listopadzie sugerowały koniec eksploracji. Zebrawszy całą ekipę w punkcie wyjścia, zaczęliśmy powoli wychodzić na zewnątrz. Nasyp był dość stromy, toteż należało wyjątkowo uważać przy lądowaniu. Kolega poczynił honory zamknięcia za nami wagonu, a my ulotniliśmy się pod osłoną uciekającego z naszej części globu światła słonecznego.


Długość trasy Moskwa (Rosja) – Erenhot (Chiny): 8150 km / 12 dni

Podziel się ze mną swą opinią!