Wytrącony z równowagi

Historia wolskich zbiorników na gaz nie jest taka prosta, jak się wydaje. Gdy „kolosy” przestały pełnić swą pierwotną funkcję, zaczął się ich upadek. Przez lata stały puste, a natura kpiła z ich majestatu, druzgocząc co kwartał ich bryły. Niegdyś oba budynki były w kiepskim stanie, lecz teraz jeden z nich odzyskał siły, a jego dach jest stabilny. Stało się tak, albowiem wyższy zużył ostatki swych sił na częściowe odnowienie niższego. Poświęcenie starszego bliźniaka zadecydowało o życiu młodszego.


Zdobyć ją chciałem od kiedy pierwszy raz ujrzałem jej wnętrze. Brzmi romantycznie? Coś w tym jest, gdyby patrzeć na tą historię pod tym względem, albowiem wędrówka na dach nie należy do łatwych.

DSC00933 DSC00934

Pierwotnie, po obejrzeniu terenu, stwierdziłem, że wejście do jej środka będącego pod pilnym i celnym ostrzałem wrażych jednostek ochronnych to w przybliżeniu 21,37% szansy powodzenia. Zbyt ryzykowne, aby podejmować próbę. Jednakowoż los chciał, iż tego dnia południce były wyjątkowo charyzmatyczne. Zatem z wielkim luzem w majtkach poszedłem na przebój wystawiając swą prezencję na widok Cieciowej Instalacji Obronnej.

O dziwo, udało się przemknąć niezauważonym.
Najtrudniejsze było jednak przede mną.

DSC00983

DSC00991
Wątpliwej konstrukcji drewniane schody z elementami przerdzewiałej stali chybotały się pod 66,6-kilogramowym kąskiem. Już druga kondygnacja była porządnie zaorana przez czas, i aby wejść wyżej, należało przejść po wspornikach schodów i ominąć przeszkodę w postaci braku kilku stopni. Nie ma sprawy, przerdzewiałe rusztowania Ś.P. EC Powiśle były chyba bardziej niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę stopień nawilżenia. Mówi się jednak, że z wiekiem człowiek mądrzeje, zatem niemal 20-letni osobnik powinien unikać niepotrzebnych walek przypałów, ograniczając ryzyko śmierci (bo kalectwo obowiązuje jedynie do upadku z poziomu parteru) do minimum, poprzez filtrowanie swych celów i zostawianie tych niebezpiecznych na dnie kosza.

DSC00989
Będąc na 4 z 6 kondygnacji poczułem lekką blokadę kolan, pozwalającą jedynie na wykonywanie ruchów naprzód, o wysokości odpowiadającej jednemu stopniowi. Pocieszając się, że każdy kiedyś umrze, a upadek zarówno z czwartego, jak i szóstego poziomu to to samo, dotarłem na górę. Zaledwie kilka metrów ode mnie zamajaczył widok dziury, poprzez którą można było wyjść na dach. Niewiele myśląc postawiłem krok naprzód, noga nie znalazła oparcia, zacisnąłem oczy, poczułem podmuch…


Tylko raz w roku światło księżyca wpada przez odpowiednie okno i dziury w dachu wyższego zbiornika tak, że po odbiciu od wody wędruje przez ściany swego, a potem bliźniaczego budynku, aby ostatecznie spocząć w miejscu, które jest jego technicznym środkiem dachu.

Po dotarciu światła w to miejsce, środek dachu emanuje energią i rozchodząc się po metalowych wspornikach wzmacnia konstrukcję solidnym materiałem łatającym wszelkie zniszczenia.
Taka kolej rzeczy sprawiła, że niższy zbiornik nadal może się cieszyć suchym dnem, podczas gdy ten drugi mieści w sobie hektolitry zanieczyszczonych płynów.
Jego obecność przypomina niektórym o wielkim oddaniu oraz poświeceniu.
Niewiele osób zna wszakże tą legendę.

DSC00947 DSC00943-Pano DSC00940

Ciekawe, co by było, gdyby wybudowano również trzeci zbiornik?

DSC00976


Spadałem, spadałem, spadałem i w końcu osiągnąłem dno zbiornika, zamieniając się w czerwoną miazgę. Gołębie jadłyby.

DSC00999
Ale tylko wtedy gdybym nie zatrzymał na czas swej ukochanej i jedynej wyobraźni, nie przenosząc ciężaru ciała na drugą nogę i nie łapiąc się ręką bez aparatu za poręcz.
Deski, na które chciałem nonszalancko wejść nie miały w tym miejscu pod sobą wspornika. Jakże cudownie bezpieczna konstrukcja.
Jedyna możliwa droga do wąskiego kwadraciku prowadziła naokoło całej tej okrągłej bryły.

DSC00994

Żart. W drugą stronę było jeszcze gorzej. Tam zamiast wsporników brakowało desek.
Spoglądając na wskaźnik adrenaliny stwierdziłem, że więcej wrażeń na dziś mi nie trzeba, a dach może zdobędę innym razem.

DSC00992
Ostatki mentalnych sił pozostawić trzeba było na zejście, podczas którego chcąc, nie chcąc musisz się zmierzyć ze swoim teoretycznie pokonanym lękiem wysokości.

DSC00995

Gdy już było po wszystkim, oczom mym ukazała się banda lokalnych Matełuszów i Sebków, mających po około 12 lat, chcących za wszelką cenę zaimponować swym koleżankom wchodząc na sam szczyt gazowni. Mali, młodzi idioci.

Przygoda skończyła się kilka metrów za płotem, gdzie odpowiadając na szereg polskich pytań z akcentem niecodziennego afrykanizmu97, wyzbywałem się resztek zdobytej tego dnia adrenaliny.

DSC00987

Podpisano:
Duży, młody idiota.


Za wszelkie niezrozumiałe w tekście terminy, lub dziwne zdjęcia nie przepraszam.

3 przemyślenia nt. „Wytrącony z równowagi”

Podziel się ze mną swą opinią!